http://rower.uniwersytetradom.pl/bicycle/
English

  ARTYKUŁY » Imphal, 7.11.1999   
 
Ps. 31:14 Słyszę bowiem, jak wielu mnie obmawia, Strach czai się wokoło, kiedy razem naradzają się przeciwko mnie, Spiskują, aby odebrać mi życie.

Imphal, 7.11.1999

 

Imphal, 7.11.1999

Dotarliśmy do Imphalu. Do granicy birmańskiej pozostało zaledwie 110 km. Po ponad 2 tygodniach spędzonych na załatwianiu przeróżnych papierków, w końcu wyrwaliśmy się z tego zaklętego kręgu niemocy indyjskiej biurokracji.

Ostatnie kilka dni były znowu wspaniałą przygodą. Z Silchar do granicy pomiędzy Assamem i Manipurem dotarliśmy na rowerach. Było to pierwsze rowerowanie od trzech tygodni. I było pięknie... Wspaniałe zielone tereny bez zgiełku miejskiego, który od tak dawna prześladował nas tutaj w Indiach. Wspaniale góry porośnięte dżunglą i wijące się pomiędzy nimi niebiesko-zielone rzeki. Kryształowo czyste powietrze, które sprawia, że kolory lasu, nieba, wody są niesamowicie wyraziste. Zieleń ryżowych pól w słońcu aż oślepia swą zielenią.

Okazało się również, że nasza zaklejona koperta faktycznie jest pozwoleniem na wjazd do Manipur. Jej "uroczyste" otwarcie nastąpiło na pierwszym manipurskim posterunku policyjnym. Na początku przeżyliśmy chwile grozy, kiedy niezbyt rozgarnięty komendant stwierdził, że on koperty otworzyć nie może, a bez pozwoleń nas nie wpuści. Człowiek ten nie miał wielkiego doświadczenia w odprawianiu obcokrajowców, jako że w jego karierze na tym posterunku był to drugi przypadek, że dotarli tutaj "biali". Z tego, co mówił, jakiś rok temu zawitało tutaj dwóch Australijczyków, ale ci zostali odprawieni bez pardonu z powrotem. Nasz przypadek był jednak inny. My mieliśmy ze sobą kopertę z pieczęciami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Indii. Komendant zaczął dzwonić i po jakiejś godzinie poinformował nas, że otrzymał pozwolenie na otworzenie koperty. Uff, ulga... W środku faktycznie była lista naszych nazwisk i pozwolenie na pobyt w tym zabronionym dla obcokrajowców terenie przez dziesięć dni.

Tak wiec jesteśmy w Imphal - stolicy Manipur. Do tego znajdującego się na obrzeżach państwa indyjskiego regionu obcokrajowcy docierają niezwykle rzadko. Dzieje się tak ze względu na secesjonistyczne zapędy tutejszej ludności i związane z tym niepokoje oraz politykę izolacji prowadzoną przez władze indyjskie. Łatwiej bowiem uporać się z kłopotami z żądającymi wolności Manipurczykami, jeżeli wścibscy obcokrajowcy trzymają się z daleka. W całych Indiach można się spotkać z opiniami jakoby Manipur to teren niebezpieczny, a ludzie tam zamieszkujący nieprzewidywalni. No cóż, propaganda robi swoje. W rzeczywistości muszę powiedzieć, że czuję się tutaj lepiej niż gdziekolwiek indziej w Indiach. Jest jakby spokojniej, w tutejszych miastach jakby mniej hałasu. Ludzie nie są może bogaci, ale żyją godniej. Nie widać tej strasznej nędzy, która jest wszechobecna w pozostałych częściach Indii. A tak przede wszystkim to znacznie częściej zobaczyć można uśmiechniętych ludzi - rzadkość na ulicach indyjskich miast. W Manipur czuje się też, że faktycznie jesteśmy w Azji. Indoeurpejskie rysy twarzy Arabów, Persów, Pakistańczyków, Hindusów, Bengalczyków ustąpiły tutaj wschodniemu typu urody. Manipurczycy to pierwszy skośnooki naród na naszej trasie.

Szkoda, że nie możemy pozwolić sobie na pojeżdżenie po okolicach. Jest tutaj naprawdę pięknie, pojutrze jednak musimy być na granicy birmańskiej. To co prawda tylko 110 km, ale góry są podobnież dosyć ostre, a drogi kiepskie. Wiec ruszamy.

Waldek
 
04-07-2020 23:51:26
Rowerem Dookoła Świata

Powered by pr.radom.pl Etomite