http://rower.uniwersytetradom.pl/bicycle/
English

  EMAILE Z PODRÓŻY » Slawomir Platek GMPR cz 2 7 maja 1999, 15:57:08 (Fri, 7 May 1999 15:57:08 +0159)   
 
Przyp. 6:26 Gdyż nierządnicę można zgodzić za bochenek chleba, lecz cudzołożna żona przyprawia o cenne życie.

Slawomir Platek GMPR cz 2 7 maja 1999, 15:57:08 (Fri, 7 May 1999 15:57:08 +0159)

  WITAM WSZYSTKICH !!!!!  ALGECIRAS HISZPANIA 07.05.1999

Jest to kontynuacja  opisu ktory rozpoczalem 04.04.1999 w Dakarze.
Wizy do Maroka otrzymalismy za darmo i to tego samego dnia. Kolejnego dnia
odwiedzilismy Ambasade Hiszpanii poniewaz kolega z Peru potrzebowal wize a
takze litwini nie byli pewni czy musza miec wize.  Na poczatku  nie chcieli
nas przyjac ale po naporze zgodzili sie. Przy pomocy Ambasady RP w Dakarze
mielismy umowione spotkanie w Senegalskiej Agencji Prasowej APS gdzie
moglismy przekazac jakies informacje  o rajdzie dla miejscowych gazet. Kilka
dni pozniej odwiedzilismy znowu Ambasade Hiszpanii aby odebrac wizy i co sie
okazalo ze wizy nie byly gotowe a tylko przetrzymali nas kilka dni.
Postanowilismy przed wyjazdem z Dakaru odwiedzic jeszcze raz Agencje Prasowa
gdzie zdalismy relacje z zaszlej sytuacji w Ambasadzie Hiszpanii . Jeszcze w
Dakarze mielismy okazje spotkac dwuch francozow ktorzy dotarli z Maroka do
Dakaru wieksza czesc trasy pokonujac na rowerach.  Oni to powiedzieli nam ze
z Nouakchott stolicy Mauretanii do Dakaru okolo 400 km podrozowali nie
wiecej niz 5 dni . Wydawalo sie nam ze i my pokonamy ta trase w podobnym
czasie. Pierwszego dnia przejechalismy 16 km poniewaz odwiedzilismy Agencje
Prasowa i pozno oposcilismy Dakar. Noc spedzilismy nie daleko od lotniska
dakarskiego nocujac w jednej sali gimnastycznej gdzie koledze z Peru ktos
ukradl Fotoaparat. Kolejnego dnia inny kolega mial problem z rowerem i tylko
zrobilismy 45 km. Nastepnego dnia bylo troche lepiej ale jazde na rowerze
utrudnial nam wiatr.  Pozniej ktos poinformowal nas ze jest mozliwosc jechac
rowerami po plazy , postanowilismy sprobowac z czego musielismy prowadzic
rowery cale popolodnie i poranek  nastepnego dnia robiac 8 kilometrow a przy
tym strasznie sie meczac. Kolejne dni byly troche lepsze lecz caly czas watr
utrudnial nam zycie a do tego takze doszedl problem z dziecmi  ktore caly
czas wolaly od nas pieniadze albo jakis prezet a przytym zaczepialy nasze
rowery probujac cos wyciagnac. Dzieci ktore widzielismy w Ghanie, Wybrzezu
Kosci Sloniowej czy w Gwineii nie podchodzily zbyt blisko do rowerow byly
troche przestraszone. Noce spedzalismy w namiotach posrod baobabow w
miejscach pustynnych daleko od ludzi.
Jednego dnia zdazylo sie ze wszyscy przebilismy detki a nie ktorzy z kolegow
kilka razy. Odwiedzilismy Saint Luis czesc tego miasta to wyspa cos moze w
rodzaju Wenecji. Za Saint Luis powoli zaczynala sie pustynia coraz mniej
zieleni i silniejszy wiatr gdzie niegdzie kolo drogi mozna bylo zauwazyc
kosci  zdechlych zwierzat. Przekroczylismy promem  rzeke Senegal ktora jest
granica pomiedzy Senegalem a Mauretania . Wokol rzeki znajduja sie zielone
plantacje.  Od granicy do stolicy Nouakchott jest 203 km i to praktycznie
pustynia gdzie niegdzie niewielkie osady gdzie pasterze mieszkaja w
namiotach. Mielismy okazje spotkac wielblady. Caly czas wiatr utrudnial nam
jazde a takze piach ktory sypal sie wszedzie. Trzy noce spedzilismy w
namiotach na pustyni. Podczas dnia nie bylo zbyt goraco poniewaz wiatr wial
za to w nocy bylo dosc chlodno. Zdazylo sie nam ze zabraklo nam wody.
Otrzymalismy wode od ludzi mieszkajacych w namiotach na pustyni. Woda ta
byla koloru zoltego i smak miala troche slony. Innego dnia kiedy bylismy
okolo 30 km od Nouakchott zatrzymal sie  samochod na drodze z ktorego
otrzymalismy winogrona, za chwile powrocil do nas ten sam samochod aby dac
nam jeszcze wode. Bylo to dla nas wielkim zaskoczeniem. W Nouakchott
nocowalismy w misji ADRA. W Mauretanii zabronione jest chrzescijanstwo jest
to republika islamska. Z Nouakchott przylecielismy liniami Air Algierie do
Casablanki za  bilet placilismy okolo 140 dolarow. Gdy tylko wyszlismy z
lotniska ujrzelismy jak gdyby inny swiat. Dookola zielono mnostwo roznych
kwiatow, roznorodne drzewa i roslinnosc. W Casablance znowu moje
samopoczucie sie poprawilo po ponad 10 - dniowej  trudnej podrozy z Dakaru
do Nouakchott . W Konsulacie Genralnym RP w Casablance otrzymalem nowy
paszport a takze poprzez pomoc Konsulatu moglismy udzielic wywiadu dla  "La
Matin" jednej z marokanskich gazet. W Casablance jedna noc spedzilismy
poprzez pomoc przyjaciol przy kosciele Ewangelickim a druga w misji ADRA. W
Maroku nie jest zabronione chrzescijanstwo tyle ze obywatel maroka nie moze
byc chrzescijaninem, tak ze w kosciolach mozna tylko zobaczyc osoby z poza
maroka. Rowniez w Casablance jednego dnia kolega z Peru otrzymal wize
Schengen a z ktora to tak wiele problemow mielismy w Dakarze. Z Casablanki
udalismy sie droga nadmorska  wsrod malowniczych widokow poprzez Mahomedie
do Rabatu stolicy maroka. Gdzie dwie noce spedzilismy przy Misji
Katolickiej.
Dalej podazylismy na wschod do Meknes i Fes historycznych miast z
fortyfikacjami. Pozniej udalismy sie na polnoc poprzez tereny gorzyste gdzie
bylo dosc chlodno jak na Afryke i dosc ciezko jak na jazde na rowerze.
Podrozujac niedaleko miasta Ketama sporo samochodow zatrzymywalo sie kolo
nas oferujac nam chaszysz. Jednego wieczora mielismy problem z dwoma
samochodami ktore towarzyszyly nam i natarczywie probowali nas zachecic do
sprobowania chaszyszu ale naszczescie udalo nam sie zbiec przed nimi
ukrywajac sie w wiosce. Do okola Ketamy moglismy zauwazyc mnostwo plantacji
Marichuany. Dotarlismy do Tetouan ostatniego wiekszego miasta w maroku.
Jeszcze w Afryce przekroczylismy granice z Hiszpania i dotarlismy do miasta
Ceuta malego skrawka terytorium Hiszpanii w Afryce. Tutaj takze spotkalismy
dwuch rowerzystow z Australii ktorzy podrozowali po Maroku i razem z nami
przeprawili sie promem przez ciesnine Gibraltarska do Europy. W Maroku dla
nas bylo zaskoczeniem goscinnosc tamtejszych ludzi. Nie odmawiali nam
postawienia namiotow na wlasnej ziemi. Goscili nas bardzo dobra mietowa
herbata tzw whisky marokanska, chlebem, jajkami, pomaranczami i innym
pozywieniem. Moglismy zauwazyc pewne tradycje muzlumanskie  takie jak np
mycie nog. Musielismy po wejsciu do domu myc stopy. Kilka razy mielismy
okazje spac w domu, jesc z rodzina z jednego taleza. W Maroku bardzo tanie i
zarazem bardzo dobre byly pomarancze ktorych kupowalismy wiele. Skonczyla
sie Afryka ktora przyniosla nam troche problemow takich jak malaria czy
kradziez dwoch rowerow, ale jakze interesujaca, ciekawa roznorodna od Europy
Slawomir Platek
slawek@gmpr.lt
http://www.peaceride.org
http://www.gmpr.lt/index/zalias/nuotraukos.html (zdjecia !)
-POKOJ - PEACE - SHALOM - PAZ - PAIX - Mup  - MIR - FRIEDEN - TAIKA -

 
12-07-2020 14:58:03
Rowerem Dookoła Świata

Powered by pr.radom.pl Etomite