http://rower.uniwersytetradom.pl/bicycle/
English

  EMAILE Z PODRÓŻY » pociagowa odyseja (2.11.1999) 18 listopada 1999, 19:22:38 (Thu, 18 Nov 1999 19:22:38 +0200)   
 
Ps. 74:19 Nie wydawaj dzikim zwierzętom duszy gołębicy swojej, Nie zapominaj nigdy o życiu swych ubogich!

pociagowa odyseja (2.11.1999) 18 listopada 1999, 19:22:38 (Thu, 18 Nov 1999 19:22:38 +0200)

  Guwahati, 2.11.1999

Dziekuje wszystkim za nadeslane listy. Znacznie lepiej mi sie pisze te
relacje, wiedzac, ze ktos je czyta. Dzieki i prosze o jeszcze. Dziekuje
rowniez za slowa pocieszenia, zalu i otuchy skierowane do calej grupy po tym
co wydarzylo sie 25-o pazdziernika.

Te moje wrazenia, ktore teraz podsylam z pierwszej podrozy indyjskim
pociagiem spisywalem w moim kajecie zanim wydarzyl sie wypadek z Walterem.
Drugi etap pociagowej odysei z New Jalpaiguri do Guwahati zakonczyl sie
tragicznie.

Na dzien dzisiejszy siedzimy w jednym hotelu w Guwahati i czekamy na
pozwolenie na wjazd do Manipur. Nasza rowerowa bezczynnosc wykorzystuje, aby
zobic porzadek z rzeczami, ktore wydaja mi sie warte opisu. A wiec kolejna
relacja. Do nastepnego razu

Waldek

New Jalpaiguri, 24.10.1999

Ludzie mowia, ze zeby poznac Indie trzeba przjechac sie tutejszym pociagiem,
zasmakowac tej specjalnej atmosfery, ktora sklada sie na te slawetna Magie
Indii. My mielismy okazje smakowac te atmosfere przez prawie dwa dni, bo
tyle trwala podroz z Delhi do Siliguri. Atmosfere te smakowalismy az do
bolu, bo chcac jak najszybciej wydostac sie z Delhi bralismy bilety jakie
sie
da, a to oznaczalo ciezka, dluga podroz.

"Wsiasc do pociagu byle jakiego..."

W naszym przypadku nie bylo dokladnie tak jak to spiewala kiedys Maryla
Rodowicz, ale jakis podobienstw mozna sie dopatrzec. Pociag, do ktorego
wsiedlismy byl co prawda wyjatkowo 'byle jaki', ale zabrac nas mial w bardzo
konkretne miejsce - Siliguri w polnocno-wschodnich
Indiach, niedaleko indyjskiej granicy z Bangladeszem, Nepalem i Bhutanem,
miejsce gdzie juz tylko 'o rzut beretem' do Himalajow. Zgodnie z naszym
planem kierujemy sie bowiem ciagle dalej i dalej na wschod. Dalsza trasa
przewiduje przejazd przez indyjskie prowincje Assam i Manipur i dotarcie do
birmanskiej granicy w poblizu Imphal. Z tego co sie orientuje jestesmy
jednymi z niewielu obcokrajowcow, ktorym udalo sie uzyskac pozwolenie na
przekroczenie ladowej granicy Birmy. Wszystkie przewodniki turystyczne jak
rowniez moi znajomi znajacy ten region swiata mowili, ze ze wzgledu na
polityke wladz, ktore zezwalaja obcokrajowcom na wjazd do Birmy tylko droga
lotnicza trasa, ktora wytyczylismy jest niemozliwa do zrealizowania.
Faktycznie, wszystko wskazywalo na to, ze bedziemy musieli zmienic pierwotne
plany. Wyjsciem awaryjnym w przypadku nie uzyskania tego zezwolenia byl
przelot samolotem z Kalkuty do stolicy Tajlandii - Bangkoku, a stamtad juz
rowerkiem do Laosu i dalej tak jak bylo planowane wczesniej: Wietnam, Chiny
i Japonia. Nie bylo to latwe, wymagalo niemalze polrocznych staran, ale
okazalo sie, ze czasami rzeczy niemozliwe staja sie mozliwe - ambasada Birmy
(a wlasciwie Myanmar) w Delhi wydala dla naszej grupy specjalne zezwolenie.
W ogole tygodniowy pobyt w Delhi
Po tygodniu takiej gonitywy od ambasady do ambasady, od urzedu do urzedu
mielismy juz dosyc. Indie sa chyba swiatowa stolica biurokratyzmu. Zeby cos
tutaj zalatwic trzeba wykazac sie niezwykla cierpliwoscia. W

"nie dbac o bagaz..."

Indyjskie koleje sa najwieksze na swiecie pod wzgledem liczby zatrudnionych
osob. Niewiarygodne jak wiele przeroznych stanowisk pracy mozna stworzyc
jezeli tylko popusci sie wodze wyobrazni. W tym wypadku Indyjczycy wykazali
sie fantazja wrecz nieograniczona.


Nasz pociag powinien odjechac ze satrego dworca w Delhi o godzinie 7.00.
Przy zakupie biletow ponformowano nas jednak, ze aby zdazyc ze wszystkimi
wymaganymi formalnosciami powinnismy pojawic sie na stacji na dwie godziny
przed odjazdem pociagu. O jakie formalnosci chodzilo nie mielismy pojecia,
ale bylismy zdyscyplinowani i przybylismy na stacje tak jak nam plecono o
5.00 rano i od razu
dowiedzielismy sie, ze nasz pociag ma trzy godziny spoznienia (w przypadku
indyjskich kolei podobniez to normalne). W sprawie naszego bagazu w okienku
informacyjnym nikt nam pomocy nie potrafil udzielic. Skierowano nas do biura
managera
stacji. W biurze tym po poczatkowych trudnosciach (podobniez nie ma miejsca
w pociagu) zgodzono sie jednak zabrac nasze rowery. Z blogoslawienstwem
biura managera udalismy sie do punktu przyjmowania bagazu. Tutaj zaczelo sie
na dobre... Najpierw musielismy czekac na goscia, ktory zajmuje sie
rejestracja bagazu. Kiedy juz sie pojawil, wreczyl nam wielki formulaz, w
ktorym oprocz danych osobowych kazdego z nas, wpisac musielismy rowniez
takie rzeczy jak marka roweru, kolor, wartosc itp. Kiedy juz skonczylismy,
do pracy przystapil ten wysoki urzednik kolejowy, mozolnie wypisujac dla
kazdego z nas karteczke z danymi znajdujacymi sie na dopiero co wypelnionym
przez nas formularzu. Karteczki te przywiesic mielismy na rowery. To jednak
byl dopiero poczatek calej procedury. Karteczki bowiem nie wystarczaly aby
uznac rower za bagaz. Konieczne bylo przywieszenie na rowerze kawalka blachy
z wypisanym flamastrem numerem przewozowym i data. Usluge te wykonywalo,
oczywiscie za pewna odplatnoscia, dwuch innych gosci. Juz z tym kawalkiem
blachy wrocic trzeba bylo do waznego
goscia, z ktorym do czynienia mielismy wczesniej. On wreczyl nam
podsteplowana kopie wypelnionego przez nas formularza i skierowal do dzialu
ewidencji komputerowej. W dziale tym znowu wziete zostaly w obroty nasze
dane osobowe, ktore wklepano do jakiegos starego komputera. Po uiszczeniu
odpowiedniej oplaty otrzymalismy oficjalny bilet na nasze rowery. Urzednik
tam pracujacy byl wyjatkowo dumny z tak sprawnie wykonanej pracy swego
dzialu.

Dobrze, mielismy bilety, teraz trzeba bylo jeszcze doprowadzic do tego, aby
nasze rowery faktycznie znalazly sie w pociagu wiozacym nas do Siliguri. W
punkcie przyjecia bagazu poinformowano nas, ze na kazdym peronie jest osoba
odpowiedzalna za bagaz przewozony pociagami odjezdzajacymi akurat z tego
peronu i z nia mamy rozmawiac w sprawie naszych rowerow. Czlowiek zajmujacy
te funkcje na peronie numer trzy, z ktorego odjezdzac mial nasz pociag
wygladal na powaznego urzednika. Siedzacy za biurkiem znajdujacym sie zaraz
przy torach, w bialej koszuli i okularach, wyraznie odroznial sie od tlumu
bosonogich tragazy, ktorych byl szefem. Czlowiek ten widzac, ze karteczka,
blaszka i bilet sa w porzadku uznal, ze wszystkie formalnosci zostaly
wypelnione i przyjal nasze rowery na stan do wyslania. W zasadzie przez te
wszystkie miesiace naszej podrozy powinnismy sie juz naczyc, ze aby czegos
byc pewnym, trzeba tego dopilnowac osobiscie, ale powazny gosc, powaznie
powiedzial, ze rowery sa teraz jego sprawa i dalismy mu 'wolna reke'. Jakie
bylo nasze zdziwienie i przerazenie, kiedy siedzac juz w pociagu, ktory
zaczynal ruszac, zauwazylismy stojace na peronie trzy z naszych rowerow.
Pier zareagowal najszybciej - awarynie zatrzymal pociag. Okazalo sie, ze
powazny urzednik, ktory powaznie zapewnial, ze wszystko bedzie w porzadku
nie znalazl wystarczajaco miejsca w wagonie bagazowym dla wszystkich
rowerow. Nasze zdenerwowanie bylo jednak dla niego jakby niezrozumiale -
przciez on czuwa nad naszym bagazem i jezeli nie tym pociagiem to nastepnym,
albo jeszcze nastepnym, ale rowery nasze z pewnoscia zostalyby wyslane do
Siliguri. Nie bylo sensu tlumaczyc mu, ze dzien czy dwa czekania na dworcu
na dotarcie tej przesylki nie byly dla nas najlepszym scenariuszem wydarzen.
Rowery wpakowalismy do wagonu obslugi pociagu nie zwazajac na pokrzykiwania
zdenerwowanego kierownika. Pier byl zreszta bardziej zdenewowany i
odpowiedzial mu taka 'wiacha' przeklenstw we wloskim wydaniu, ze kierownik
poczul sie bezsilny wobec calej sytuacji i przestal utrudniac nam zycie.
Ruszylismy...

"nie dbac o bilet..."

Kupic bilet kolejowy w Indiach nie jest sprawa prosta. Procedura podobna
jest do kupowania biletu lotniczego: potrzebny jest paszport, a bilety
zamawiac trzeba na dlugo przed planowanym wyjazdem. My nie wiedzac, kiedy
pozalatwiamy wszystkie sprawy wizowe w Delhi nie moglismy kupic bietow
odpowiednio wczesniej. Na dzien przed wyjazdem okazalo sie oczywiscie, ze
biletow nie ma. Sigitas - nasz 'szefu' - jak zwykle nie dawal za wygrana i
tak dlugo molestowal te kobiete w okienku, ze w koncu uzyskal wiadomosc, ze
jezeli jest jeszcze jakas szansa kupienia tych biletow, to jedynie przez
agencje turystyczne trudniace sie podkupywaniem biletow i sprzedawaniem ich
po drozszej cenie takim frajerom jak my. Nie trwalo dlugo i znalezlismy
jedna z nich. Faktycznie, bilety byly na nastepny dzien rano. Problemem byla
tylko nasza duza grupa - 11 osob. W ruch poszly telefony i po godzinie
uzyskalismy wiadomosc, ze wszystko zalatwione zostalo pozytywnie - mozemy
jechac, nie mamy jednak specjalnego wyboru jezeli chodzi o miejsca, musimy
brac co sie da. Za te usluge, jak sie pozniej okazalo, zaplacilismy potrojna
cene normalnego biletu. Cali szczesliwi, ze mamy w reku bilet, na ktorym
napisane bylo - miejsca sypialne, nawet nie przypuszczalismy co nas czeka...


Juz sam przyjazd pociagu wywolal u nas lekki szok. Nie spodziewalismy sie
wielkich wygod, ale to co zobaczylismy bylo ponad wszelkie dotychczasowe
doswiadczenia. Mnostwo ludzi upchnietych bylo w wagonach przypominajaych
wagony towarowe z malenkimi zakratowanymi oknami. Co gorsza na pociag, ktory
juz w momencie dotarcia na peron, wydawal sie pekac w szwach, czekala oprocz
nas cala chmara podroznych z cala sterta przeroznego rodzaju bagazu.
Niemozliwym wydawalo sie, ze wszyscy sie pomieszcza. Po pierwszym szoku
przystapilismy do dzialania i zaczelismy szukac naszych miejsc. To
niewiarygodne, ale cala ta machina Na kazdym wagonie przyklejona byla lista
pasazerow. Znajdowalismy sie na jednej z nich, oznaczlo to, ze nasze bilety
sa wazne i faktycznie mozemy jechac. Bylo jednak jedno male "ale"... Tylko
piecioro z nas mialo przypisane numery miejsc. Pozostali co prawda byli na
liscie, ale to uprawnialo tylko do przejazdu pociagiem, ale nie zajmowania
miejsca. Nic nie pomagaly tlumaczenia, ze przeciez powiedziano nam, ze mamy
jedenascie miejsc lezacych. Lista na wagonie mowila co innego. Nie bylo
odwolania. Tak na przyszlosc nie polecam wiec korzystania z uslug firm,
ktore w cudowny sposob nagle wynaduja miejsca w pociagu. Nie tylko, ze sie
przeplaca, ale jeszcze nic pewnego, ze za zaplacone pieniadze otrzyma sie
faktycznie jakies miejsce.

Po poczatkowym stresie z szukaniem miejsc i naszymi rowerami, ktore o malo
co nie zostalyby na dworcu w koncu jakos sie zapakowalismy. Kazdy znalazl
jakis skrawek miejsca lub podlogi i rozpoczelismy te dwudniowa podroz.
Zaczelismy sie przyzwyczajac do miejsca i warunkow, ktore nas na poczatku
szokowaly. W kazdym z przerazliwie brudnych wagonow znajdowal sie po obu
jego stronach szereg waskich skladanych prycz, na ktorych tloczyli sie
ludzie. Widac nie my jedyni mielismy problem z miejscowkami. Okna z uwagi na
to ze byly male, zakratowane i brudne przepuszczaly do srodka tylko
minimalna ilosc swiatla. Jak spojrzec na to z innej strony, tworzy to w
sumie calkiem ciekawy nastroj. Ciekawym tez bylo obserwowac ludzi, ktorzy z
nami jechali. Nieodlacznym elementem nastroju byli rowniez krazacy pomiedzy
pryczami sprzedawcy przeroznych dupereli. Oprocz breloczkow, zapalniczek,
dlugopisow, kalkulatorow, zegarkow, latarek itp., itd. (wszystko 'made in
China') co niektorzy z nich oferowali calkiem niezle jedzenie. Szczegolnie
duzo bylo sprzedajacych cherbaty. Ich glosne nawolywania, ktore w wykonaniu
kazdego z nich brzmialy tak samo beznamietnie, skrzekliwie i nosowo - tak
jakby caly czas krzyczal jeden zblazowany czlowiek, na dlugo pozostana w
mojej glowie: "ciaaaaj, ciaaaaj !!!".

    "Wsiasc do pociagu byle jakiego,
     Nie dbac o bagaz, nie dbac o bilet,
     Sciskajac w reku kamyk zielony
     Patrzec jak wszystko zostaje w tyle..."

To byly dwa bardzo dlugie dni, ale jak mam w zwyczaju powtarzac, czlowiek
potrafi zniesc wszystko, przyzwyczaic, zaaklimatyzowac sie do kazdego
miejsca. My znislismy niewygody, przyzwyczailismy sie do warunkow, malo
tego, nawet zaczelo nam sie podobac. Zostawilismy w tyle 1500 km i
dojechalismy!




 
25-09-2020 12:46:25
Rowerem Dookoła Świata

Powered by pr.radom.pl Etomite