http://rower.uniwersytetradom.pl/bicycle/
English

  EMAILE Z PODRÓŻY » By, by India ??? (Guwahati, 4.11.1999) 18 listopada 1999, 19:32:16 (Thu, 18 Nov 1999 19:32:16 +0200   
 
Ps. 27:1 Dawidowy. Pan światłością moją i zbawieniem moim: Kogóż bać się będę? Pan ochroną życia mego: Kogóż mam się lękać?

By, by India ??? (Guwahati, 4.11.1999) 18 listopada 1999, 19:32:16 (Thu, 18 Nov 1999 19:32:16 +0200

  Guwahati, 4.11.1999

W przewodniku Lonely Planet napisano, ze Indie sa tego typu miejscem, ktore
albo sie pokocha, albo znienawidzi, nie mozna jednak pozostac wobec niego
obojetnym. Z kazdym dniem spedzonym przez nas w Indiach slowa te wydaja sie
bardziej prawdziwe.
Biorac pod uwage wszystkie problemy, jakie nas tutaj spotkaly, zyczeniem
niemal wszystkich jest opuscic Indie, wyjechac stad jak najszybciej.

By, by India ???

Wcale nie jest to takie pewne. Od jakiegos czasu ciagle cos
sie wydarza co nas zatrzymuje w tym kraju.

Poczawszy od wypadku Waltera cos sie po prostu nie klei. Nie mozemy jakos
ruszyc do przodu. Najpierw znowu problem z biletami na pociag z New
Jalpaiguri do Guwahati. Potem po dotarciu do Guwahati okazalo sie, ze nie
mozemy ruszyc dalej, bo pozwolenie na wjazd do Manipur - regionu Indii
graniczaceg z Birma, w ktorym dzialaja uzbrojone ugrupupowania, walczace o
jego niezaleznosc od wladz w Delhio - ciagle jeszcze nie jest gotowe.
Pozwolenie to zalatwialismy podczas naszego pobytu w Delhi w Ministerstwie
Spraw Wewnetrznych i jeden z wysokich urzednikow - Mr. Lal -  obiecal, ze
nie ma problemu z jego zalatwieniem, tylko musielibsmy czekac kolejne cztery
dni. Zdecydowalismy sie na inne rozwiazanie, tj. my jedziemy dalej, a on
przesle to pozwolenie faksem do odpowedniego urzedu w Guwahati. Taki byl
plan, problem w tym, ze po dwoch tygodniach od tych ustalen w Guwahati nikt
nic nie wiedzial o naszym pozwoleniu. Skontaktowalismy sie znowu z Mr. Lal w
Delhi, ktory stwierdzil, ze proces wydania pozwolenia troche sie przedluzyl,
ale juz na nastepy dzien pozwolenie ma byc podpisane. Nie mozna go jednak
wyslac faksem, poniewaz orginal musimy miec ze soba. Coz bylo robic.
Poprosilismy pana Lal, aby przeslal to pozwolenie poczta kurierska do
Guwahati, gdzie bedziemy na nie czekac. Trwalo to trzy dni, ale w koncu
wczoraj pozwolenie dotarlo. Pozwolenie??? Tak wlasciwie to nie wiemy co to
jest. Dostalismy bowiem zalakowana koperte zadresowana nie do nas ale do
seretarza lokalnych wladz w Imphal - stolicy Manipur. Nie mozemy wiec
otworzyc tej koperty. W Guwahati nikt z urzednikow tez nie chce jej
otworzyc, tlumaczac, ze mozna to zrobic tylko w Imphal. Mala paranoja. Zeby
dojechac do Imphal potrzebne jest imienne pozwolenie, ktore trzeba okazac
przy przekraczaniu granicy tego regionu, nasze pozwolenie to zamknieta
koperta, ktorej nie mozna otworzyc. Mr. Wazny w Delhi, ktory do tej pory nam
pomagal jest nieuchwytny i nikt inny nie potrafi wytlumaczyc nam co mamy w
tej sytuacji zrobic. Na dzien dzisiejszy ak na prawde nie wiemy, czy mozemy
jechac do Manipur, czy tez nie. Administracja indyjska po raz kolejny
udowodnila swoje sprawne dzialanie. Niech ich ... !!!

O.K. Po trzech dniach bezczynnego czekania chcielismy juz w koncu ruszac.
Postanowilismy jechac z ta zamknieta koperta i liczyc na to, ze wszystko
bedzie w porzadku. Przez te ciagle problemy stracilismy jednak mnostwo czasu
i teraz musimy sie spieszyc, aby na czas dojechac do granicy
indyjsko-birmanskiej, gdzie mamy sie stawic w scisle okreslonym dniu - 9.
listopada (date te juz raz zmienialismy, po tym jak zdarzyl sie wypadek z
Walterem i jasnym bylo, ze nie zdazymy na trzeciego listopada). Spieszyc sie
w Indiach jest jednak bardzo trudno. Tutaj wszystko biegnie na zwolnionych
obrotach i albo sie czlowiek dostosuje, albo straci nerwy.
Nie ma szansy na pokonanie calej odleglosci do granicy na rowerach, tak aby
zdazyc na ten dziewiaty listopada. Postanowilismy wiec czesc trasy
przejechac autobusem. Plany, planami... Okazalo sie bowiem, ze wlasciciele
prywatnych autobusow, obslugujacy normalnie polaczenia w tym regionie,
wkurzyli sie na wladze, ktore podniosly ostnio ceny paliwa o 40% i
zorganizowali strajk. Z Guwahati mozna sie na dzien dzisiejszy wydostac
jedynie autobusem przedsiebiorstwa panstwowego. Bilety na te autobusy
wykupione sa jednak na kilka dni na przod. Sprawa wygladala beznadziejnie.
Na prawde mozna odniesc wrazenie, ze Indie nie chca nas wypuscic ze swoich
szponow...

Tym razem mielisy jednak troche szczescia. Przypadek sprwil, ze czekajac
przez te dni w Guwahati dalismy wywiad jednemu reporterowi, ktory posluzyl
sie nami aby skrytykowac lokalne wladze. Chodzilo o to, ze spalismy w hotelu
nalezacym do panstwowej agencji turystycznej. Nie spalismy jednak w pokojach
bo te byly akurat na ten czas zajete przez delegatow jakiejs konferencji,
ale na podlodze w holu tego hotelu. Rozwiazanie to w sumie bardzo nam
pasowalo, bo warunki byly calkiem przyzwoite (wlasciwie to znacznie lepsze
niz te, do ktorych przywyklismy), a cena znacznie nizsza. Reporter, ktory
zobaczyl nasze legowiska na podlodze hotelu, uznal jednak, ze to wladze
zawalily nie zapewniajac nam lepszego lokum i ze jest to przyklad na to jak
malo sie dba o rozwoj turystyki w regionie. Zrobil sie maly skandal. Do
naszego hotelu przyjechal nawet minister turystyki Assamu, sprawdzic co jest
wlasciwie grane. Informacje podane w gazecie nie odpowiadaly prawdzie,
napisalismy wiec sprostowanie, czym zaskarbilismy sobie najglebsza
wdziecznosc owego ministra. W tym momencie rozwiazaly sie nasze problemy z
biletami autobusowymi. Nie skorzystalismy co prawda z zaproszwenia ministra
do zwiedzenia Kazirangi - parku narodowego, z ktorego slynie Assam, ale
wyluszczyiismy nasz problem z dotarciem na czas do granicy birmanskiej.
Jeden telefon ministra i znalazl sie autobus, ktory zawiezc nas ma do
Silchar. Dzisiaj w nocy ruszamy. Jak wszystko dobrze pojdzie jutro bedziemy
juz w Manipur i przekonamy sie na ile zda sie nasza koperta od Pana Lal i
czy w ogole bedziemy mogli wjechac do tej zakazanej czesci Indii.


Waldek.






 
25-09-2020 12:45:59
Rowerem Dookoła Świata

Powered by pr.radom.pl Etomite