http://rower.uniwersytetradom.pl/bicycle/
English

  EMAILE Z PODRÓŻY » W zlotej klatce - MYANMAR (13.10.1999) 18 listopada 1999, 19:55:12 (Thu, 18 Nov 1999 19:55:12 +0200   
 
Przyp. 6:26 Gdyż nierządnicę można zgodzić za bochenek chleba, lecz cudzołożna żona przyprawia o cenne życie.

W zlotej klatce - MYANMAR (13.10.1999) 18 listopada 1999, 19:55:12 (Thu, 18 Nov 1999 19:55:12 +0200

  Gdzies Na Rzece Pomiedzy Kalewa a ..., 13.10.1999

Pamietam, ze kiedy pierwszy raz studiowalem proponowana trase przejazdu
Great
Millennium Peace Ride dookola swiata, Myanmar byl jedynym krajem, ktorego
kompletnie nie moglem skojarzyc. Nazwa Birma brzmiala juz troche bardziej
znajomo, ale i tak moje wiadomosci o tym kraju byly praktycznie zadne.
Mysle, ze nie jestem w tym przypadku odosobniony w swojej niewiedzy.

Myanmar - oficjalna nazwa obowiazujaca od 1989 roku - znany wczesniej jako
Birma, nalezy do jednego z dziesieciu najbiedniejszych krajow swiata. Od
1962 roku rzadzi tutaj wojsko. I twarda ma reke... W pro-demokratycznych
protestach z 1988 roku zginelo okolo 3000 ludzi.  Wydarzenia te sa jednak
bardzo slabo znane opinii publicznej. Za duzo dzieje sie w swiecie, za duzo
innych problemow w tym regionie... Mozna miec wrazenie, ze Birma lezy poza
sfera zaintsowan zachodniego swiata. Dlugotrwala izolacja sprawila, ze malo
kto w ogole wie o istnieniu tego kraju.

Rowniez rzadzacy generalowie nie byli specjalnie zainteresowani rozglosem.
Przez dziesiaciolecia Birma byla krajem niemal idealnie hermetycznym -
obcokrajowcy wstepu tutaj nie mieli. Na poczatku lat 90-tych polityka wladz
sie zmienila i turysci przywozacy twarda walute sa teraz mile widziani w
Myanmar. Wizyta taka obwarowana jest niemniej calym szregiem ograniczen.
Odwiedzac
mozna mianowicie tylko kilka osrodkow turystycznych, podczas gdy wiekszosc
kraju ciagle pozostaje niedostepna dla oczu obcokrajowcow. Jak do tej pory
niemozliwe bylo rowniez wjechanie do Myanmar przez ktoras z jego granic
ladowych. Jedyna dopuszczalna droga byla droga lotnicza. Nie wiemy co
spowodowalo, ze wladze Myanmar zdecydowaly sie zmienic te regule, ale faktem
jest, ze grupa nasza otrzymala pozwolenie na wjazd do Myanmar przez
zamknieta latami 'na cztery spusty' granice z Indiami.

Zanim otrzymalismy to pozwolenie musielismy przygotowac dokladny plan naszej
trasy, ktory musial potem zostac zatwierdzony przez kogos waznego. 'Ktos
Wazny' zgodzil sie wlasciwie na wszystkie nasze propozycje (rowniez te
dotyczaca opuszczenia Myanmar przez ladowa granice z Laosem), nakazujac
jednak przelot samolotem na odcinku pomiedzy Taunggyi a Kyaing Tong (rejon
ten znany jest lepiej pod nazwa Zlaty Trojkat) , uzasadniajac to
trudnosciami terenowymi i brakiem przejezdnych drog w tym regionie.
Dyskutowac na ten temat nie bylo sensu. Musielismy podpisac zobowiazanie, ze
nie bedziemy zmieniac trasy naszego przejazdu bez porozumienia z wladzami,
jak rowniez, ze nie bedziemy sie mieszac w zadne polityczne rozruby.
Podpisalismy...

Do Myanmar zawitalismy 10 listopada. To niewiarygodne, ale bylo to jedno z
najbardziej bezproblemowych przekroczen granicy, jakie doswiadczylismy na
trasie tego rajdu. Mozna bylo o sie poczuc niemal jak w Unii Europejskiej,
gdzie praktycznie nie zauwaza sie granicy. Zblizajac sie do rzeki
podejrzewalem co prawda, ze to moze byc wlasnie granica, pewnosci nabralem
jednak dopiero po drugiej stronie, kiedy zobaczylem inny rodzaj uniformow
wojskowych i inny rodzaj pisma na tablicach informacyjnych. Nikt nie pytal
nas o paszporty, nikt nie zadal zadnych pozwolen, nikt nie zatrzymywal.
Przygotowani na wszelakiego rodzaju problemy nie moglismy uwierzyc, ze tak
po prosty juz jestesmy na drugiej stronie.

Okazalo sie, ze to nie koniec niespodzianek. 'Po drugiej stronie'
przygotowano specjalny program naszej wizyty i czekano na nas juz od kilku
dni (pierwotny termin przyjazdu do Myamar ustalony byl na trzeciego
listopada). Po oficjalnym powitaniu zprowadzono nas do najlepszego w miescie
(byc moze tez jedynego) hotelu, przygotowano swietna kolacje, a wieczorem
sprowadzono dwa zespoly muzyczno-taneczne,
ktore mialy urozmaicic nam czas. Nastepnego dnia ruszylismy w droge razem z
wojskowa eskorta. Wszystko zoranizowane bylo perfekcyjnie: posilki i napoje
na trasie, obstawa, tlumacz, transport naszego bagarzu, nocleg. I
tak kazdego dnia. Zmieniaja sie tylko rejony administracyjne i
odpowiedzialni za nas oficerowie. Traktowani jestesmy naprawde jak goscie
wagi panstwowej.

Tak wlasciwie to mamy teraz po wszystkich nerwowych dniach ostatnich
tygodni, calkiem niezle wakacje - wakacje zorganizowane i finansowane przez
rzad Myanmaru. Sa ludzie, ktorzy troszcza sie o to zebysmy przyzwoicie
zjedli, spali w jak najlepszych warunkach i dojechali bezpiecznie tam, gdzie
chcemy. Pelna obsluga. Zadne biuro turystyczne nie przygotowaloby lepszej
oferty. Caly czas zastawiamy sie tylko czemu to wszystko ma sluzyc, dlaczego
zezwolono nam na przyjazd i zadano sobie tyle trudu ze zorganizowaniem
obslugi naszej trasy? Gdzie jest ten 'haczyk'? Pozyjemy, zobaczymy...

Cala ta 'obsluga' ma tez oprocz ulatwienia nam przejazdu jeszcze inna, byc
moze wazniejsza funkcje - nie dopuszczenie do sytuacji, abysmy swobodnie,
bez nadzoru poruszali sie po kraju. 'Obsluga' bowiem oznacza caly czas
obecnosc wokol nas przynajmniej dziesiatki zolnierzy i kilku oficerow;
'obsluga' oznacza, ze na posilek, czy na nocleg zatrzmujemy sie w miejscach,
ktore zostaly wczesniej wybrane i odpowiednio przygotowane; 'obsluga' to
rowniez koniecznosc powiadomienia jej w wypadku, kiedy chcielibysmy wyjsc
poza obreb hotelu - w takim wypadku przydzielony jest do towarzystwa tlumacz
i kilku zolnierzy. Jakies odchylenia od wczesniej ustalonego planu sa bardzo
problematyczne. Podobniez te wszystkie srodki ostroznosci sa tylko w obrebie
przygranicznym i po dotarciu do Mandalay bedziemy mogli poruszac sie
bardziej swobodnie. Jak na razie mamy jednak wrazenie, ze znajdujemy sie w
czyms w rodzaju zlotej klatki. Dba sie o nas, jest pieknie, kolorowo, ale
tak wlasciwie to jestesmy bardzo ograniczeni w tym co robimy i widzimy tylko
to, co pozwala nam sie zobaczyc.

Co do tego co pozwolono nam zobaczyc w Myanmar, to musze powiedziec - JEST
PIEKNIE! Miejsca, ktore
mijamy przypominaja moj sen, ktory snilem zanim rozpoczalem te wyprawe:
gory, dolinka, rzeka, dzungla, palmy, bezdroza, slonce i usmiechnieci
ludzie. Ten moj kiczowaty sen spelnia sie tutaj prawie w stu procentach.
Prawie, gdyz troche go zaklucaja mijane praktycznie w kazdej wiosce obozy
wojskowe i towarzyszaca nam caly czas eskorta. Tego nie bylo w moim snie.
Zadziwiajacy szczegolnie sa ci usmiechnieci ludzie. Birmanczycy pomimo
dotykajacych ich od dzisiecioleci  wszelkiego rodzaju nieszczesc, pomimo
biedy i gnebiocego ich rezimu, nie przestaja sie usmiechac. Wydaja sie byc
szczesliwi. Nie przypuszczam, aby az tak daleko

Jezeli chodzi o sama droge to byla ona calkiem przyzwoita na odcinku
pomiedzy Tamu a Kangyi. Potem zaczely sie werrrrrrtepy. Kiedy nasi anilowie
strurze zapowiedzieli, ze piatkowy etap z Kangyi do Kalewa bedzie wynosil
tylko
45km, zaczelismy protestowac, ze przeciez mozemy przejechac wiecej, ze mamy
doswiadczenie, ze juz niejedna kiepska droga jechalismy. Nasze protesty na
wiele sie nie zdaly. Oswiadczono nam, ze program przewiduje na ten dzien
taka wlasnie trase i nie mozna juz go zmienic, a poza tym droga, ktora
bedziemy jechac, bedzie sie troche roznila od teych, ktore doswiadczylismy
do tej pory. Tym razem wojskowi mieli racje. Takiej drogi w historii naszego
rajdu jeszcze nie bylo: wyboje przez cale 45 km, co jakis czas rzeczki,
przez ktore trzeba przeniesc rower, bloto po kolana. Nikt nie narzekal, bylo
bardzo ciekawie, ale po siedmiu godzinach takiego rowerowania z ulga
przyjelsmy wiadomosc, ze to juz koniec na ten dzien. Dodac trzeba, ze teraz
jest tutaj pora sucha i drogi sa w miare przejezdne. Nawet trudno mi sobie
wyobrazic jak wyglada sytuacja w porze monsunu, kiedy ulewny deszcz pada
kazdego dnia.

Kolejny etap naszej podrozy z Kalewa do Monwya zaproponowano nam pokonac
transportem rzecznym. Caly dzisiejszy dzien spedzilismy na lodce. Z tej
perspektywy znowu nowe wrazenia. Wspaniale krajobrazy, widoki jak z
romantycznego filmu: rosnace na brzegu palmy, zachod slonca odbijajacy sie w
leniwie plynacej zoltej rzece i przesuwajace sie wzdluz niej dlugie, waskie
'dzonki'. Nic tylko pstrykac zdiecia.

Z Monwya do Mandaly pozostanie jeszcze jakies 130 km. Jezeli droga na to
pozwoli jutro powinnismy dotrzec do teo drugiego pod wzgledem wielkosci
miasta w Myanmar. Tam tez powinno se wyjasnic co z tym 'haczykiem'.


 
02-12-2020 04:46:51
Rowerem Dookoła Świata

Powered by pr.radom.pl Etomite