http://rower.uniwersytetradom.pl/bicycle/
English

  EMAILE Z PODRÓŻY » I to juz koniec...(?) 12 stycznia 2000, 20:31:17 (Wed, 12 Jan 2000 20:31:17 +0200)   
 
Ps. 30:6 Bo tylko chwilę trwa gniew jego, Ale życzliwość jego całe życie. Wieczorem bywa płacz, Ale rankiem wesele.

I to juz koniec...(?) 12 stycznia 2000, 20:31:17 (Wed, 12 Jan 2000 20:31:17 +0200)

  Kyoto, 6.01.2000

I to juz koniec...(?)

Do Hiroszmy dotarlismy 31-o grudnia 1999r. Nie spoznilismy sie. Sylwestra
swietowalismy na terenie Parku Pokoju w Hiroszimie. Plan zostal
zrealizowany.

Hiroszima w ciagu wielu miesiacy naszej wyprawy urosla do rangi sybolu.
Nazwe tego miasta, w ktorym nikt z nas nigdy wczesniej nie byl, nikt nie
mial zadnych znajomych i nikt nie wiedzial dokladnie, czego mozemy sie tam
spodziewac, wymienialismy w naszych rozmowach tak czesto, ze stalo sie ono
miejscem wrecz mitycznym - celem ostatecznym naszej wyprawy.

'Dokad jedziecie?' - pytali ludzie spotykani na naszej trasie. Po wygladzie
naszych rowerow - zapakowanych do granic mozliwosci - widac bylo, ze
wybieramy sie w daleka podroz. Odpowiedzi - HIROSZIMA - nikt jednak nigdy
sie nie spodziewal. Potem zaczynala sie opowiesc:  "Wyprawa rozpoczela sie
6-o sierpnia 1998r. w Seattle, w rocznice zrzucenia bomby atomowej na
Hiroszime. Jej celem jest przejechanie na rowerach dookola swiata i po
przemierzeniu 45 krajow w obu Amerykach, Afryce, Europie i Azji dotarcie 1-o
stycznia do Hiroszimy. Idea przedsiewziecia jest powitanie roku 2000 wlasnie
w tym miescie-symbolu z nadzieja, ze nastepne tysiaclecie bedzie czasem
pokoju. To co bowiem laczy wszystkich ludzi na calym swiecie jest pragnienie
zycia w pokoju." Nie wiem jak wiele razy powtarzalismy te slowa, nie wiem
jak wielu ludzi je wysluchalo, ale za kazdym razem wielokrotnie powtarzane
bylo magiczne zalecie - Hiroszima. Zaklecie te zaczelismy powtarzac sobie
sami do siebie. To dodawlo sil. To byl nasz wspolny cel. Zwlaszcza po
smierci Waltera i podieciu decyzji o kontynuowaniu wyprawy, kazdy z nas
czul, ze musimy osignac ten cel. I osiagnelismy, a Hiroszima bogatsza jest o
jedno drzewo, ktore zasadzilismy ku pamieci naszego przyjaciela.

Od paru dni odlegla, nierealna przyszlosc jest juz terazniejszoscia. Jest
rok 2000-y. Hiroszima zostala gdzies w tyle za nami. Wyprawa sie jednak
jeszcze nie skonczyla. Okazalo sie, ze grupa japonskich studentow
zaplanowala dwutygodniowa trase przejazdu z Hiroszimy do Tokio. Tak wiec
jedziemy dalej. Po drodze zorganizowane mamy spotkania z prasa, wladzami
miast, i przedstwicielami roznych organizacji. Jest rowniez czas na
zwiedzanie. W sumie bardzo ciekawy program, ale musze powiedziec, ze jestem
juz zmeczony i chcialbym juz zalezc sie w domu. Wyglada jednak na to, ze
troche to jeszcze potrwa zanim dotre do Polski. Kiepska sytuacja moich
finansow zmusza mnie bowiem do wcielenia w zycie planu B, a to oznacza, ze
po dotarciu 16-o stycznia do Tokio i oficjalnym zakonczeniu Great Millennium
Peace Ride nie wsiade w samolot, ktory zabierze mnie do stesknionej
rodzinki, ale rusze na druga strone  wyspy, gdzie w porcie Nigatta mam
nadzieje zaokretowac sie na jakis statek plynacy do Wladywostoku. Potem
jeszcze siedem dni w pociagu transsyberyjskim, no i kolejny w pociagu
Moskwa-Warszawa. Z moich wyliczen, jezeli wszystko dobrze pojdzie w rodzinne
strony powinienem zawiatac na poczatku lutego.

Zawsze uwazalem, ze podrozowanie bez pieniedzy ma swoj specyficzny urok.
Koniecznosc oszczedzania na kazdym kroku ma te swoja zalete, ze czesto
dociera sie do miejsc, czy tez uczestniczy w wydarzeniach, ktore dla
'normalnego' turysty sa niedostepne, wrecz niedostrzegalne.

Tak wiec to jeszcze nie koniec...

Waldek







 
12-07-2020 14:13:39
Rowerem Dookoła Świata

Powered by pr.radom.pl Etomite